BIP DPS Dom Kombatanta i Pioniera Ziemi Szczecińskiej

Biuletyn DPS -Życie na Romera

Łamańce językowe
Czwartek, 23 Czerwiec 2016 07:32

W Naszym Domu: moda na stare i nowe, poważne i rozrywkowe, ale zawsze terapeutycznie skuteczne - Łamańce językowe. Na zajęcia, które w Naszym Domu noszą nazwę: Zabawa ze Słowami, po pierwszych, a ostatnio po drugich, już tzw. wyższej trudności ćwiczeniach, przybywa z własnej woli coraz większa liczba Mieszkańców wręcz z radością i sportowym zacięciem parających się studiowaniem i ku uciesze ich koleżanek i kolegów, „deklamujących „ bardzo trudne do wymówienia teksty, specjalnie, a także wręcz złośliwoczule splecione przez kaowca w zbitki słowne, rozmaite zawirowania, ze staropolska „szczebrzdżeszczące” podczas dżdżu. Skąd taka reakcja? Pilny obserwator zauważył, iż owi miłośnicy Łamańców językowych bardzo lubią spotykać się w grupie osób, które jaki oni podjęli wyzwanie i pomimo, że wszelkie usiłowania wypowiedzenia trudnych przeszkód słownych, kończą się zwykle pomyłkami, to śmiech, który one wywołują jest szczery, życzliwy, a nie złośliwy. Ważne, że wszyscy lojalnie poddają się jednakim eksperymentom i nie ma tu lepszych ani gorszych.Ćwiczenie. Proszę powiedzieć:- Rozrewolwerowany kaloryfer.

Rozrewolwerowany rewolwer. Rozrewolwerowany rewolwerowiec przestrzelił wypolerowany kaloryfer. Siedzi Jerzy na wieży i nie wierzy, że na wieży jeszcze jeden Jerzy siedzi. Spod czeskich strzech szło Czechów trzech. Stół z powyłamywanymi nogami – to gratka dla Mieszkańców Naszego Domu. I dalej jąkamy się, mylimy się, seplenimy, szczękamy i zgrzytamy na wyindywidualizowanych z innych szczególnie szczebiotliwych, słownych zajęciach: - Szałaławiła grał na bałałajce, połykając ser półtłusty. Pękł pąk, pęk strąk, a bąk się zląkł. Skarykaturalizowany prestidigitator, Szły pchły koło wody, pchła pchłę pchła do wody i ta pchła się popłakała, bo ją druga pcha popchała. Tracz tarł tarcicę tak takt w takt jak takt w takt tarcicę tartak tarł. Ta tapeta tu, tamta tapeta tam. Trzech Czechów szło ze Szczebrzeszyna do Szczecina. Warszawa w żwawej wrzawie, w Wawrze wrzy o Warszawie. W Pszczynie na szynie przejechało mysz, aż zazgrzytało. W wysuszonych sczerniałych trzcinowych szuwarach sześcionogi szczwany trzmiel bezczelnie szeleścił w szczawiu trzymając w szczękach strzęp szczypiorku i często trzepocąc skrzydłami. O, to już jest wyższa szkoła jazdy. Mówimy z błędami aż do czasu, gdy powiemy poprawnie. Prostujemy Łamańce językowe i o to chodzi. To sensowna, zdrowa, dająca duże poczucie walki ze słowem i sukcesu zabawa. Na ostatnich zajęciach prym wiodły Panie: Ewa Szadujko, Lucyna Chojnacka. Pięknie z Łamańcami słownymi zmagała się Pani Eunika Wachuta. Nikt nie dawał za wygraną. Może urządzimy w Naszym Domu olimpiadę Łamańców językowych? Niech minie trochę czasu, zajęć i ćwiczeń. Wykluwają się u nas mistrzowie w tej oryginalnej dyscyplinie. Szczególnie trzeba krztynę poczekać.